• Daria Szarejko-Worobiej

Historia wielkiej dobroci. Misja - Mała Ojczyzna


Dom mojej prababci z 1898 roku w Pieszczanikach

Pierwszy wpis, na który szykowałam się pięć lat. Tak, bo planowałam to zrobić już kilka lat temu gdy po kolejnych opowieściach snutych dla znajomych usłyszałam, że powinnam napisać książkę a przynajmniej prowadzić bloga. Ja? Blog? Usłyszałam, że tak, blog jest przystępną formą, łatwą do czytania, w sam raz na jeden raz. Problemem były kwestie formalne, zbierając latami materiały do doktoratu nie wiedziałam co mogę publikować. Dzisiaj już wiem jakie treści w nim zawarłam, a na które nie było miejsca. A jest to wiele pięknych ale też i smutnych historii. Nie było miejsca na wzruszenia, przyziemne refleksje i na to, dlaczego tak naprawdę badam moją Małą Ojczyznę. Obiecałam to mojej prababci – Wierze, że pamięć o jej domu nigdy nie zniknie i zadbam oto aby stał zawsze jako duma regionu - fizycznie i mentalnie.


Wystąpienie o wiejskiej chacie jako mikrokosmosie i jego porządku na ogólnopolskiej konfermecji Projektowanie Kultury Przestrzeni w Wilanowie
Wystąpienie o wiejskiej chacie jako mikrokosmosie i jego porządku na ogólnopolskiej konfermecji Projektowanie Kultury Przestrzeni w Wilanowie

Nie doczekała moich nagród za projekty i wystąpienia na konferencjach gdzie z dumą mówiłam o chłopskiej filozofii życia, światopoglądzie jej mamy Marii – którą znani profesorowie uznali za przekraczającą dalece ich myślenie o świecie. I o szumiącej lipie przy domu w Pieszczanikach, której niestety już nie ma a widziała życie pokoleń. Nie ma wielu drzew i domów, dróg i mostów dlatego, że ludzie zapomnieli za co kochają ziemię rodzinną. W wielu nagraniach zarejestrowałam opowieści o narodzinach, ślubach i pogrzebach a ich autorzy w większości już pozostają tylko w pamięci najbliższych.


Skrzypiące podłogi, stukanie lasek, brzdęki zaszczepek u drzwi. Wielu z Was nie zna prawdziwej wsi, bez patologii, fanatyzmu i problemów byłych PGRów. Wieś jaką znam to oczywiście nie idealna utopia, każda społeczność ma swoje wewnętrzne problemy. Jednak kiedy ludzie mnie pytają „po co” nie jestem w stanie im wytłumaczyć, tego nie da się wytłumaczyć, ale spróbuję. Pomału, zaczynając od przytoczenia bardzo osobistego artykułu, który napisałam dla lokalnej gazety - Wiadomości Gródeckich w sierpniu 2016 roku. Bardzo się cieszę, że w końcu usłyszycie o mojej Małej Ojczyźnie.



"Moja Mała Ojczyzna, to temat który kształtował się w mojej głowie przez okres 5 lat studiów na architekturze krajobrazu. Studiując w stolicy, trudno spotkać ludzi podzielających zachwyt wsią czy w ogóle ziemią rodzinną – Warszawa jest miejscem aspiracji wielu młodych ludzi, którzy się w niej zatapiając nie odwracają za siebie. W moim przypadku było zupełnie inaczej, z każdym rokiem nabierałam świadomości miejsca, które zostawiłam, a miasto mające tak wiele nie miało najważniejszego – duszy. Coraz częściej wracałam myślami do miejsc gdzie oddychałam głęboko, chodziłam boso i śpiewałam do nieba. Najlepszym prezentem jaki mogłabym dostać jest przewinięcie taśmy do tyłu. Do lat dzieciństwa i dorastania przetykane momentami w Pieszczanikach, w domu Wiery Grześ mojej prababci. To najlepsze chwile, które uwrażliwiły mnie na całe życie, chwile sam na sam z przyrodą i wewnętrznym ja. Prababcia widziała moją wrażliwość i pozwalała na kilkugodzinne nieobecności a gdy wracałam pytała jakby wiedziała co robiłam: jak ptaki śpiewały? Czy woda zimna, nogi nie bolą? Widziałaś lisa? Gdzie uciekałaś? Gdy siadałam na schodach wiekowego domu marząc, rozmyślając nad tym czego doświadczyłam danego dnia, nie wiedziałam jak wielki wpływ mają na mnie te bodźce, jak bardzo to wpłynie na mnie w przyszłości. Prababcia nigdy nie przeszkadzała mi w tych rozmyślaniach, po cichu stawiała obok kubek z herbatą a wieczorem przed snem pytała: to co, będziesz kiedyś mieszkać w chacie? A ja chciałam tylko śpiewać do nieba biegnąc przez łąkę, na którą dzisiaj nie ma wstępu, jest ogrodzona, podobnie jak stary most na Młynicy. Śpiewałam modlitwy wyuczone w cerkiewnym chórze. Zmyślone słowa kierowane do ptaków: piękny ptaszku dokąd lecisz, kogo kochasz, pośpiewaj mi. A on mi odpowiadał, tak wierzyłam. Czasem straszyłam sama siebie, upadałam, widziałam duszki, udawałam że zginę a potem zrywałam się i biegłam ile sił na schody domu…Otuliłabym każde wspomnienie i schowała na później. Dawny, piękny krajobraz jest zatracany każdego dnia, bez odwrotu, nie zapisany w żadnych dokumentach, książkach. Pozostał we wspomnieniach garstki ludzi niechętnie słuchanych przez rzeszę nowego pokolenia. Historia mojej Małej Ojczyzny to też wielka tajemnica moja i prababci, historia z lukami, historia prosta, szczera ale przede wszystkim historia wielkiej dobroci.

Piszę doktorat, pretekst, do zachowania i analizy tego co nam zostało po dawnych obyczajach: krajobrazie, architekturze, ogrodach i niezwykłej duchowości wiejskiej społeczności.

Badania nad Identyfikacją języka wzorców przestrzennych architektury krajobrazu we wschodniej dolinie rzeki Supraśl na Podlasiu rozpoczęłam 1 lipca 2016 roku od lotu śmigłowcem. Chciałam spojrzeć z daleka na badany krajobraz, umiejscowienie wsi, ich układy i relacje. Pomogło mi to dojrzeć cechy charakterystyczne jak regularność zabudowań wiejskich czy mozaikę pół i lasów otaczających siedliska, gdzieniegdzie zakłócane przez wielkoobszarową, rabunkową gospodarkę również w stosunku do zasobów wodnych - lot ukazał skalę rozrostu stawów hodowlanych i ich połączenie z naturalnymi ciekami.

Zgodnie z zasadą od ogółu do szczegółu, przez kolejne tygodnie dokumentowałam zabudowę 16 wsi: Królowy Most, Downiewo, Przechody, Kołodno, Sofipol, Nowosiółki, Borki, Załuki, Podzałuki, Radunin, Waliły, Waliły Dwór, Słuczanka, Królowe Stojło, Pieszczaniki i Popówka – układ spacyfikowanej wsi badałam przy okazji pracy magisterskiej, Poszukiwanie wzorców w tym regionie jest niezwykle trudne, wynika to z wyjątkowości terenu jak dowodzą badania naukowe. Okazuje się, że to właśnie te tereny są autentycznym pograniczem kulturowym Podlasia. Brak tu spójności w architekturze i układach, doskonale widocznych w niektórych wsiach na południe jak chociażby w rozsławionej otwartymi okiennicami Trześciance..

O ile można jeszcze odnaleźć przeszłość w architekturze, nie można tego powiedzieć o ogrodach. Pomimo iż współcześnie domownicy mają o wiele lżejsze życie, niewiele osób dba o przestrzeń między domem a płotem od ulicy – przedogródkiem. Barwne kompozycje z astrów i goździków oglądam oczami wyobraźni dzięki opowiadaniom gospodyń o ich dumie: klombach otoczonych bielonymi kamieniami z piwonią w środku. Wtedy rozbudza się pamięć rozmówców, na wspomnienie kojącego zapachu maciejki po ciężkim dniu pracy, chętniej się otwierają i wspominają dawne życie, wesela, chrzciny i pogrzeby, pamiętają przyśpiewki przy pleceniu pierepiołki czy nocy Kupały. Z czułością przechowują dzieła sztuki ludowej, jak moja ciocia Grażyna Grześ z Borek: makatki, wyszywane ręczniki, przedmioty codziennego użytku domowego i gospodarskie.

Dziedzictwo materialne jakie badam jest wyrazem duchowości regionu, która kształtuje się poprzez kontakt z naturą, religią i cyklem życia codziennego. Ludzie mówią tu, że krajobraz jest ich duszą. Często o tym zapominają, mam nadzieję że poprzez rozmowy buduje przeświadczenie społeczeństwa o wartości ich wsi. Ludzie zaczynają dostrzegać, że jest to atrakcyjne i może wpłynąć na odrodzenie. Niech budzi się patriotyzm Małej Ojczyzny i pielęgnowanie tradycji. Nie chodzi tu bynajmniej o życie w skansenie, ale czerpanie inspiracji i przekładanie tradycji na współczesność."



1 komentarz